pielęgnacja domowa

Czy naprawdę potrzebujesz tylu kosmetyków? O pielęgnacji, która zaczyna przeciążać skórę

Przez lata mojej pracy bardzo zmienił się sposób, w jaki podchodzimy do pielęgnacji skóry. Kiedy zaczynałam pracę w gabinecie, częściej spotykałam osoby, których pielęgnacja była bardzo podstawowa i w większości wręcz przypadkowa. Dzisiaj coraz częściej obserwuję odwrotną sytuację. Klienci przychodzą z kosmetyczkami pełnymi produktów, znają retinol, niacynamid, kwas azelainowy, witaminę C, wiedzą, że trzeba stosować SPF. Teoretycznie wszystko powinno więc działać dobrze, a jednak skóra bywa podrażniona, odwodniona, reaktywna albo po prostu nie wygląda tak, jak oczekiwałaby tego osoba stosująca tak rozbudowaną pielęgnację.

Kiedy zaczynamy ją dokładnie analizować, często okazuje się, że kwas znajduje się już w toniku, kolejny w serum, kilka razy w tygodniu stosowany jest retinoid, do tego peeling enzymatyczny, witamina C i preparat punktowy na niedoskonałości. Żaden z tych produktów rozpatrywany osobno nie musi być zły. Dopiero zestawienie ich ze sobą pokazuje, jak często skóra jest złuszczana, stymulowana i poddawana działaniu kolejnych substancji aktywnych.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że warstwa rogowa naskórka ma bardzo konkretną funkcję biologiczną. Korneocyty wraz z lipidami międzykomórkowymi, wśród których znajdują się między innymi ceramidy, cholesterol i wolne kwasy tłuszczowe, tworzą barierę ograniczającą przeznaskórkową utratę wody i kontakt głębszych warstw naskórka ze środowiskiem zewnętrznym. Znaczenie ma również naturalny czynnik nawilżający NMF oraz kwaśne środowisko powierzchni skóry. To układ, który każdego dnia próbujemy pielęgnacją wspierać, a czasami zupełnie nieświadomie zaczynamy mu przeszkadzać.

Szczególnie widzę to u osób, które mówią, że kiedyś ich skóra „mogła znieść wszystko”, a teraz szczypie po nałożeniu kremu, czerwieni się po umyciu i jest sciągnieta. W takiej sytuacji dokładanie następnego serum regenerującego nie zawsze jest pierwszą rzeczą, o której pomyślę. Znacznie bardziej interesuje mnie, jak ta osoba oczyszcza skórę, jak często ją złuszcza i co wydarzyło się w pielęgnacji w ostatnich tygodniach czy miesiącach.

Zdarza się, że po przeanalizowaniu całej pielęgnacji nie dokładam klientowi ani jednego nowego produktu. Najpierw usuwamy to, co ewidentnie skórze nie służy, i obserwujemy.

Jak naprawdę wygląda układanie pielęgnacji

Planowanie zaczynam już podczas konsultacji. Zbieram wywiad, pytam, czego klient obecnie używa, co stosował wcześniej, jak skóra reaguje i co najbardziej mu w niej przeszkadza. Bardzo dużo mówi mi również demakijaż i samo oczyszczanie. Widzę wtedy skórę bez makijażu i warstw kosmetyków, obserwuję jej reakcję na mycie. Czasami dopiero wtedy wyraźnie widać nadmierną reaktywność, odwodnienie czy szybkie pojawienie się rumienia. To są informacje, które później biorę pod uwagę przy układaniu całej pielęgnacji.

Dalsza część pracy odbywa się już przed komputerem i zwykle klient jej nie widzi. Sprawdzam produkty, których używa, szukam aktualnych składów, porównuję je ze sobą i rozpisuję całą rutynę. Dopiero wtedy dobrze widać, czego jest za dużo, czego brakuje i czy poszczególne kosmetyki w ogóle mają sens w takim zestawieniu.

Rynek kosmetyczny jest dzisiaj ogromny i zmienia się bardzo szybko. Nie jestem w stanie znać wszystkich dostępnych produktów i po trzynastu latach pracy nie mam problemu, żeby to powiedzieć. Regularnie trafiam na kosmetyki, których wcześniej nie znałam. Muszę je odszukać, sprawdzić skład i zobaczyć, co klient stosuje razem z nimi. Sam fakt, że w produkcie znajduje się niacynamid, retinoid czy kwas azelainowy, nadal nie odpowiada mi na pytanie, czy właśnie ten produkt będzie dobrym wyborem.

Układanie planów pielęgnacyjnych potrafi zająć mi naprawdę dużo czasu. Z boku może się wydawać, że wystarczy dobrać żel, krem i serum do określonego typu skóry. W praktyce im dłużej zajmuję się skórą, tym mniej przekonują mnie takie proste schematy. Zmieniają się kosmetyki, ich formulacje, pojawiają się nowe składniki, a wraz z kolejnymi badaniami zmienia się również nasza wiedza. Do tego dochodzi człowiek ze swoją historią skóry, leczeniem, wcześniejszymi reakcjami i przyzwyczajeniami.

Doświadczenie nauczyło mnie również, żeby nie wymieniać wszystkiego jednocześnie. Jeżeli zmienię klientowi preparat do mycia, krem, serum i SPF, a do tego wprowadzę kilka nowych substancji aktywnych, za dwa tygodnie będę miała bardzo mało informacji o tym, co właściwie się wydarzyło. Jeżeli pojawi się podrażnienie, trudno będzie wskazać przyczynę. Jeśli skóra się poprawi, również nie będziemy wiedzieć, która zmiana miała największe znaczenie.

Dlatego zaczynam od rzeczy najbardziej oczywistych. Czasami jest to źle dobrane oczyszczanie, czasami zbyt częste złuszczanie, innym razem kosmetyk, po którym klient regularnie odczuwa dyskomfort, ale nadal go stosuje, bo przecież „jest dobry”. Kolejne rzeczy wprowadzam stopniowo i daję skórze czas. Ten czas jest potrzebny także po to, żeby uczciwie ocenić działanie pielęgnacji. Podrażnienie po kosmetyku możemy zauważyć szybko. Na poprawę zmian trądzikowych, pigmentacji czy efekt działania retinoidów trzeba poczekać znacznie dłużej. Przy ciągłym zmienianiu produktów po tygodniu czy dwóch właściwie nigdy nie dowiemy się, co rzeczywiście działa.

Czy istnieje kosmetyk dobry dla każdego?

Duży wpływ na to, jak dzisiaj kupujemy kosmetyki, mają media społecznościowe. Widzę w gabinecie produkty, które przez kilka miesięcy pojawiają się niemal u każdej kolejnej osoby, ponieważ ktoś je polecił, stały się popularne albo zaczęły funkcjonować jako „must have” dla określonego typu skóry.

Sama rekomendacja nie jest problemem. Trzeba tylko pamiętać, jak niewiele informacji zawiera hasło „dobry krem do skóry tłustej”.

U jednej osoby skóra tłusta będzie dobrze nawodniona i dość odporna, a głównym problemem będzie nadmierne wydzielanie sebum. U kolejnej pojawią się liczne zaskórniki i zaburzenia keratynizacji. Inna osoba będzie miała trądzik zapalny. Spotykam też skóry, które mocno się błyszczą, a jednocześnie są odwodnione, pieką po myciu i bardzo źle tolerują substancje aktywne. Do tego dochodzą dermatozy oraz leczenie dermatologiczne, które potrafi całkowicie zmienić potrzeby pielęgnacyjne.

Dlatego bardzo ostrożnie podchodzę do przenoszenia cudzej pielęgnacji jeden do jednego. To, że krem świetnie sprawdził się u osoby z tłustą skórą, nie mówi mi jeszcze, jak zachowa się na innej tłustej skórze.

Podobnie patrzę na marki i ceny kosmetyków. Nie pracuję na jednym producencie i nie mam zestawu, który otrzymuje każda osoba z trądzikiem czy przebarwieniami. W jednej rozpisce może znaleźć się dermokosmetyk, produkt apteczny i kosmetyk drogeryjny. Jeżeli coś, czego klient już używa, dobrze spełnia swoją funkcję, często po prostu to zostawiam.

Pytam również o budżet. Uważam, że nie ma nic profesjonalnego w rozpisaniu pielęgnacji za kilkaset czy kilka tysięcy złotych osobie, która nie chce lub nie może przeznaczać na nią takich kwot. Plan powinien być możliwy do utrzymania przez kolejne miesiące, bo dopiero wtedy możemy mówić o systematyczności i oceniać jego efekty.

Nie jestem w stanie znać wszystkich kosmetyków dostępnych na rynku. Dlatego je sprawdzam, analizuję i dopiero na tle całej pielęgnacji oceniam, czy dany produkt rzeczywiście ma w niej sens.

Mam do pielęgnacji podobne, zdroworozsądkowe podejście jak do zabiegów stymulujących. Po latach pracy coraz mniej interesuje mnie intensywność działania sama w sobie. Chcę wiedzieć, po co dany bodziec wprowadzamy, czy skóra go w tym momencie potrzebuje i czy stworzyliśmy jej warunki, żeby dobrze na niego odpowiedziała.

W pielęgnacji podstawą nadal jest dla mnie dobre oczyszczanie, nawilżanie dopasowane do aktualnego stanu skóry oraz ochrona przeciwsłoneczna. Sama SPF stosuję codziennie od wielu lat i tego samego uczę klientów. Wpływ promieniowania UV na fotostarzenie, zaburzenia pigmentacyjne i zmiany w macierzy zewnątrzkomórkowej skóry jest dobrze poznany. Nie jest to jednak pielęgnacja, której sens zobaczymy po tygodniu. Jej wartość ujawnia się przede wszystkim w perspektywie wielu lat.

Nie jestem zwolenniczką minimalizmu za wszelką cenę. Czasami trzy czy cztery produkty rzeczywiście wystarczą, w innym przypadku potrzebujemy bardziej rozbudowanej pielęgnacji. Przy trądziku, przebarwieniach czy niektórych dermatozach kilka dobrze dobranych substancji aktywnych może mieć konkretne uzasadnienie.

Z doświadczenia gabinetowego częściej jednak widzę, że największą zmianę przynoszą rzeczy mało spektakularne. Poprawienie demakijażu tak by było skuteczne ale jednocześnie łagodne. Odstawienie produktów, które od miesięcy drażni skórę. Ograniczenie częstotliwości stosowania kwasów oraz regularne używanie kremu SPF.

Dopiero kiedy to uporządkujemy i damy skórze trochę czasu, można naprawdę ocenić, czego jeszcze potrzebuje. I chyba właśnie to jest najważniejsze, czego staram się nauczyć klientów podczas konsultacji: żeby z czasem coraz lepiej rozumieli swoją skórę i nie czuli potrzeby zmieniania pielęgnacji za każdym razem, kiedy na rynku pojawia się kolejny „niezbędny” kosmetyk.